Większość ludzi w swoim życiu ciągle się spieszy nie wiadomo po co i nie wiadomo gdzie. Wszyscy chodzą zestresowani przez co tracą na zdrowiu. Każdy goni za robieniem jak największej kariery zawodowej i czasami niestety głownie przez to zapominamy o wartościach które są tak właściwie w naszym życiu najważniejsze. Czas ucieka nieubłaganie a dni mijają jeden za drugim w ciągłej monotonii. Zaniedbujemy siebie oraz bliskie nam osoby przez co tworzą się konflikty. Dodatkowo pogoń za lepszym życiem sprawia że podupadamy na zdrowiu i nasze życie staje się być trochę szare i bez sensu.

Mając niespełna 30 lat mogę śmiało powiedzieć że wiem o życiu bardzo dużo i samo życie doświadczyło mnie bardzo. Mówiąc dosadnie to brutalnie. Walcząc przez 13 lat z chorobą człowiek ma już dosyć a zwłaszcza że to jest prawie połowa mojego życia. Ciągły ból i cierpienie, nieprzespane noce, depresja. Połowę swojego życia można powiedzieć że spędziłem w szpitalach i traktuję to miejsce jak drugi dom.

W swoim życiu przeszedłem masę operacji, głównie mojej lewej ręki z którą do tej pory walczyłem tak nieskutecznie. Od 2006 r. kiedy przeszedłem pierwszą operację zmieniło się u mnie bardzo dużo. Stałem się innym człowiekiem. Tylko dlaczego takie ciężkie doświadczenia muszą człowiekowi pokazywać co jest w życiu najważniejsze? Nie jestem w stanie opisać bólu i cierpienia związanego z leczeniem onkologicznym a zwłaszcza z uczuciem spowodowanym przyjmowaniem chemioterapii. Życie po prostu wtedy nie istnieje. Dodatkowo długo utrzymujący się taki stan wprawia nas w obojętność i sprawia że lepiej byłoby chyba umrzeć i po prostu nie cierpieć. Ale wtedy przypomina nam się że kocha nas i wspiera mnóstwo osób. Rodzina, przyjaciele i znajomi którzy nas wspierają. Jest to jakaś iskierka która powoduje że nie wiadomo skąd bierze się siła do walki z chorobą i skutkami chemii.

Kiedy udaje nam się przetrwać i zaczynamy układać sobie życie na nowo a dodatkowo to wszystko przynosi sukcesy i jest tylko coraz lepiej to nagle zupełnie z dnia na dzień lądujemy w szpitalu. Niby sprawa banalna, wyrostek robaczkowy. Generalnie nic skomplikowanego. Niestety nie w tym przypadku. Prawie 3 h operacji która okazuje się być ratowaniem mojego życia gdyż w jej trakcie cały personel jest zaskoczony tym co zastaje w mojej jamie brzusznej. Jelito grube w okolicy wyrostka robaczkowego jest wręcz sperforowana i następuje wyciek treści do otrzewnej. Sam wyrostek po prostu nie istnieje a do tego jakiś katastrofalnie wyglądający guz. Paniczne próby ratowania tego co jest do uratowania zakończyły się sukcesem a ja zostałem „skrócony” o ok 50 cm jelita zarówno grubego jak i cienkiego. Do tego zupełnie nowe połączenie. Generalnie stan po operacji poważny i mają decydować najbliższe godziny i jak się zachowa połączenie. Człowiek budząc się po takiej operacji pamiętając że jechał na blok operacyjny na wycięcie wyrostka robaczkowego jest w ogromnym szoku. Prawie 30 dni spędzonych w szpitalnym łóżku a w tym czasie żywienie pozajelitowe, liczne powikłania, obrzęki, krwiaki i inne ciężkie do wyobrażenia rzeczy. Człowiek wychodzi ze szpitala ciesząc się z każdego zaczerpniętego łyku powietrza, natomiast jedzenie pokarmów nabiera nowego lepszego smaku.

Będąc wydaje się już dość doświadczonym życiowo wydaje się że już nic nas nie pokona i jesteśmy niezniszczalni, wręcz nieśmiertelni. Nic bardziej mylnego. Próbując kontrolować i dbać o swoją dietę zaczynamy zauważać że coś się dzieje nie tak z czymś co powinno być już w najlepszym porządku. Częste badania kontrolne wszczepionego implantu kości uwidaczniają ciągły i bardzo powolny rozrost tkanki kostnej wokół implantu. Ale jak to? Nieee…. To nie może być wznowa. Przecież nie mam już kości więc na czym ta wznowa miałaby niby być? Niestety nic bardziej mylnego. Kiedy okazuje się że stan zaczyna się robić już dosyć niebezpieczny próbujemy szukać pomocy gdzie tylko się da. Żeby tylko ktoś spróbował uratować naszą rękę. W czasie ok pół roku bo tyle trwały starania i próby szukania człowiek układa sobie bardzo powoli scenariusz tego co może go czekać i taki stan świadomości sytuacji powoduje że konkretna diagnoza która powinna być tak na prawdę szokiem, jest po prostu utwierdzeniem w przekonaniu. Jak inaczej można się zachować w momencie kiedy dowiadujemy się że musimy koniecznie i jak najszybciej poddać się amputacji ręki. Przygotowując się do wszystkiego zbieramy siły i motywację które będą nam niezwykle potrzebne. W tym czasie zdajemy sobie sprawę co jest dla nas najważniejsze i że tak na prawdę zabieg do którego się przygotowujemy może się okazać ostatnim w naszym życiu a stół operacyjny może się okazać łożem śmierci. Kiedy wszystko się kończy pomyślnie i otwieramy oczy po operacji to jesteśmy szczęśliwi w tym całym nieszczęściu. Ktoś kiedyś mi powiedział że powinienem się po amputacji poczuć lepiej. Nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. Teraz już to rozumiem i tak, czuje się lepiej i jestem szczęśliwy.

Doszedłem do dnia dzisiejszego kiedy staję przed lustrem, patrzę na siebie i widzę w jego odbiciu obraz nędzy i rozpaczy. Przez pamięć przebiegają wszystkie wspomnienia, bolesne wspomnienia. Patrzę się na odbicie na którym widzę karykaturę człowieka a do tego ta nieopisana pustka w miejscu amputowanej ręki a wszystkiemu towarzyszy nieznośny ból fantomowy, coś czego nie jestem w stanie opisać i porównać do czegokolwiek. Mimo wszystko stojąc przed tym lustrem i patrząc na siebie to widzę również UŚMIECH i podniesiona głowa. Dokładnie tak. Nie ma już tego ohydnego guza wielkości grejpfruta który zajmował całe moje ramię i sprawiał że za każdym razem gdy siebie widziałem to po prostu przeszywało mnie obrzydzenie. Obrzydzenie przed samym sobą a do tego ogromny wstyd i skrępowanie. Aby tylko nikt nie zobaczył i aby nie było żadnych pytań. Wszystko już jest za mną i owszem jestem oszpecony, owszem jestem kaleką do końca życia, straciłem bardzo dużo ale nie straciłem wartości najważniejszej….. ŻYCIA!!!

ŻYCIE jest wartością najważniejszą i ZDROWIE jemu towarzyszące bo bez tego nie ma niczego. Ja jestem człowiekiem szczęśliwym, zakochanym i dumnym z tego kim jestem. Patrzę na siebie z podniesioną głową mimo tego co widzę i co mnie spotkało. Nie będę się mimo tego wstydził wyjść do ludzi, pójść na basen czy też wyjść bez koszulki na plażę a wszystko dlatego że przetrwałem i nie widzę już tego ohydnego guza który pochłaniał moje ramię z tygodnia na tydzień coraz bardziej. Teraz póki co mam pewność. Po wykonaniu precyzyjnej diagnostyki pooperacyjnej i głównie badaniu PET stwierdzono że na dzień dzisiejszy i w 100% jestem człowiekiem CZYSTYM!!!

Tak właśnie wygląda obraz człowieka okaleczonego przez chorobę, bardzo ciężką chorobę. Liczne ogromne blizny a do tego brak kończyny przyprawia o dreszcze i przywołuje masę wspomnień. Bolesnych wspomnień. Ale towarzyszą temu wspomnienia te miłe oraz wizja przyszłości, bardzo optymistycznej przyszłości. Założenie rodziny, walka o bioniczną protezę ręki, powrót do pracy w której czeka na mnie najlepsza na Świecie ekipa dzięki której odnalazłem siebie i to co chciałbym w życiu robić a dodatkowo bardzo mnie w tym wszystkim wspierają i nie zostałem zostawiony na lodzie nawet mimo faktu iż byłem brutalnie zmuszony do pozostawienia jakże odpowiedzialnego stanowiska. Po prostu wiem że mam gdzie wracać oraz wiem że będę dalej się rozwijał wśród ludzi którzy chcą we mnie inwestować. Tutaj wydaje mi się że na miejscu będzie złożenie ogromnych podziękowań dla Prezesa firmy LIW Care Technology, Pana Tomasza Chmieleckiego oraz Dyrektora Pana Witolda Czybisa. Te dwie osoby okazały się być niezwykle ludzkie i bardzo wyrozumiałe i zawsze od kiedy jestem pracownikiem firmy to mogłem liczyć na ich wsparcie i pomoc w wielu kwestiach.

Dodatkowo powrót do tego co kocham czyli bilard oraz snooker są dla mnie ogromną motywacją. Mój charakter i zawziętość sprawią że powrócę silniejszy, dużo silniejszy i zrobię wszystko co jestem w stanie zrobić aby zostać MISTRZEM ŚWIATA!!! Marzenia są po to aby je spełniać a granice i bariery są po to aby je łamać a ja w swoim życiu przełamię jeszcze niejedną barierę!!! Wiele ludzi ma w życiu dużo większe problemy niż ja i tak naprawdę amputacja ręki owszem jest tragedią ale nie jest to też coś co miałoby mnie zatrzymać. To jest początek. Początek czegoś nowego i lepszego.

Na dzień dzisiejszy jestem uznany za wyleczonego jednak będąc człowiekiem doświadczonym z bagażem bolesnych przeżyć już nigdy nie mogę mieć 100% pewności że choroba nie powróci. Na przestrzeni 13 lat wszystkie wznowy jakie miałem były skupione w obrębie kości ramiennej. Cena jaką zapłaciłem aby móc żyć dalej czyli moja cała ręka sprawia że tak na prawdę zostałem odseparowany od ogniska choroby ale czy to już będzie koniec mojego strasznego cierpienia? Czy mogę już spokojnie patrzeć w przyszłość i co najważniejsze żyć spokojnie? Tego niestety nie wiadomo ale ja chcę skoncentrować się na tym aby żyć jak najlepiej i nie myśleć o tym złym co mnie może czekać lecz tylko o tym co jeszcze może mnie w życiu dobrego spotkać. Muszę po prostu żyć chwilą i spełniać się życiowo na każdym podłożu. Co ma być to będzie.

Jeżeli udało wam się dotrzeć do końca to naprawdę ogromny szacun za wytrwałość i bardzo dziękuję za kilka minut poświęconego czasu na przerobienie lektury.
Za każdą pomoc serdecznie dziękuję i pozdrawiam 🙂